MENU

Zapraszam do przeczytania artykułu Williama Davisa
o wpływie glutenu na nasz organizm.

Skoro współczesna pszenica jest wiązana z uzależnianiem, pobudzaniem apetytu i wieloma nieprawidłowościami zdrowotnymi, to jej całkowite usunięcie z diety powinno zaowocować uporządkowaniem tego całego ambarasu.
I rzeczywiście porządkuje.
Kontrast jest tak wyraźny, że nadałem życiu bez pszenicy nazwę
– bezpszenność.

Pożegnanie z pszenicą oznacza rozstanie się także z gliadyną, białkiem pobudzającym apetyt, które działa w ludzkim mózgu jak opiat.

Czas powiedzieć „sayonara” (z języka japońskiego – „żegnaj”) zmienionym formom gliadyny, które wywołują celiakię, takim jak sekwencja Glia-α9, znajdująca się obecnie prawie we wszystkich odmianach współczesnej pszenicy.

Czas powiedzieć „adios” lektynie, aglutyninie z kiełków pszenicy, która bezpośrednio niszczy nabłonek jelit i działa jak koń trojański, pozwalający obcym substancjom uzyskiwać dostęp do krwiobiegu i narządów.

Czas powiedzieć „arrivederci” pszennej amylopektynie A, wywołującej huśtawkę poziomu cukru we krwi, objawiającą się jego nagłym wzrostem, po którym następuje gwałtowny spadek i umysłowe odrętwienie towarzyszące hipoglikemii, a także nienasycony głód.

Czas powiedzieć „au revoir” pszennym inhibitorom alfa amylazy i pozbyć się wielu pszennych uczuleń.

Zrezygnowanie z cebuli oznacza tylko tyle, że przestaje się jeść cebulę. Nie ma przy tym objawów abstynenckich, nie chudnie się, nie doznaje ulgi w żadnym bólu ani nie doświadcza żadnego religijnego objawienia. Nie występuje nic poza brakiem cebuli przy smażonej wątróbce albo kiełbasie.

Natomiast jeśli człowiek zrezygnuje z pszenicy… poczuje się tak, jak gdyby z jego organizmu usunięto truciznę. Po ustaniu objawów głodu narkotycznego następuje powrót do zdrowia.
Krytycy DIETY (bądź jak kto woli – ŻYWIENIA) bez pszenicy twierdzili, że to zwyczajne ograniczanie węglowodanów w celu doprowadzenia do spadku wagi. Nie zauważyli podstawowej sprawy: w eliminacji współczesnej pszenicy, tego produktu badań genetycznych, chodzi o coś znacznie więcej niż tylko utrata wagi. Oczywiście człowiek pozbywa się kilogramów, częstokroć bardzo znacznie, ale o tym, że bezpszenność jest koncepcją tak radykalnie odmieniającą życie, decydują właśnie te inne czynniki.

Tym, których interesuje maksymalny spadek wagi albo likwidacja skutków poważnej nietolerancji węglowodanów, na przykład w cukrzycy i stanach przedcukrzycowych, opowiemy, w jaki sposób można osiągnąć dodatkowe korzyści, wychodząc poza eliminację pszenicy i ograniczając wszelkie węglowodany.

Jestem zdania, że w wypadku eliminacji pszenicy „całość jest większa niż suma poszczególnych elementów”. Pomimo wszystkiego, co wiemy na temat tego wysokowydajnego, 60-centymetrowego mutanta, pożytki, jakie daje wykreślenie go z diety, przekraczają nasze oczekiwania. Wiemy naprawdę wiele na temat destrukcyjnego wpływu na zdrowie, wywieranego przez gliadynę, lektynę, amylopektynę A oraz inne składniki pszenicy, a mimo to po uwolnieniu się od całego tego zestawu większość ludzi doświadcza większych korzyści zdrowotnych, niż mogliby się spodziewać.

Trzeba powiedzieć jasno: Tu nie chodzi tylko o eliminację glutenu z diety osób, które są na niego wrażliwe. Biorąc pod uwagę fakt, że skutki spożycia pszenicy nie omijają nikogo, opowiadam się za jej wyeliminowaniem przez wszystkich ludzi.

Jest pewien minus: przeciętny zjadacz pszenicy, słysząc takie zalecenia, ma, łagodnie mówiąc, niejakie trudności z ich „przełknięciem”. Ktoś, kto je wygłasza, musi się liczyć z możliwością, iż usłyszy wrzaski, przekleństwa, płacz albo nawet stanie się celem rękoczynów. Żaden inny produkt nie wywołuje tak potężnych reakcji, bo żaden nie ma takiej władzy nad umysłem konsumenta. To przypomina podwędzenie zapasu heroiny uzależnionemu od niej narkomanowi. W praktyce wygląda to tak, jak próba przekonania uzależnionego zjadacza pszenicy, że jego źródło pociechy w chwilach dobrych i złych tak naprawdę psuje zdrowie i czyni z niego ofiarę – ofiarę „pokarmu”, który uzyskuje dostęp do jego mózgu i wpływa na jego zachowanie.
Czego zatem mogą oczekiwać zjadacze współczesnej pszenicy, kiedy już się jej pozbędą?

Porozmawiajmy o tym. Zdrowsze stawy i jelita, szczęśliwsze umysły. Nasze ciała będą zdrowsze i szczęśliwsze, kiedy usuniemy wszystko, co pszenne. Zanim jednak przejdziemy do „twardych” faktów, czyli wpływu wyeliminowania pszenicy na różne stany chorobowe, porozmawiajmy o licznych „miękkich” – co nie znaczy, że nieważnych – skutkach i subiektywnych doznaniach, o których opowiada wiele, a nawet większość osób, które pożegnały się ze współczesną pszenicą. Tych subiektywnych skutków nie da się łatwo zmierzyć, ale występują one w sposób konsekwentny i powtarzalny. Osobiście byłem ich świadkiem wiele tysięcy razy.

Oto kilka typowych obserwacji zanotowanych po przejściu na bezpszenną dietę:
• Myśli się jaśniej. Większość ludzi mówi o tym, że przestają odczuwać umysłowe odrętwienie. (Ja osobiście doświadczyłem tego w stopniu trudnym do opisania). W miejsce bezustannej walki z samym sobą o utrzymanie koncentracji pojawia się zdolność do długotrwałego skupiania uwagi.
• Poprawia się nastrój, złe humory nie są tak dotkliwe. Ludzie są szczęśliwsi, mniej przygnębieni. Widziałem wielu ludzi, przez całe życie zmagających się z depresją, którzy mogli ograniczyć środki przeciwdepresyjne albo je odstawić.
• Wzrasta energia. Nie dość, że ludzie mają więcej energii w ciągu dnia, to jeszcze jej przypływy i odpływy łagodnieją bądź znikają.
• Sen staje się głębszy. Zaczyna bardziej przypominać głęboki, relaksujący sen, jakiego doświadczają dzieci.
• Spada apetyt. W miejsce przewidywalnego cyklu głodu, który występuje co 2 godziny, pojawia się brak zainteresowania jedzeniem przez wiele godzin po posiłku. Kiedy znowu odczuwa się głód, wydaje się on wynikać z fizjologicznej potrzeby zapewnienia organizmowi tego, co potrzebne do życia i funkcjonowania, a nie z bezmyślnego uzupełniania kalorii typowego dla naszego życia, czego przykładem są lokale, w których można jeść „do oporu”. Ten efekt jest szczególnie fascynujący dla osób, u których stwierdzono zaburzenia odżywiania, takie jak bulimia, anoreksja albo zespół gwałtownego objadania się. Wiele z nich doznaje unormowania się apetytu i postrzegania smaków.
• Ludzie czują się młodziej. Najczęściej czują się o dwadzieścia lat młodsi. (Tak naprawdę nie wiem, z czego to wynika – z ograniczenia stanu zapalnego? ze zmian hormonalnych? – ale dzieje się tak zadziwiająco często). To poczucie młodzieńczości może być połączonym skutkiem wzrostu energii, głębszego snu oraz mniejszej sztywności i bólu.
• Cykle miesiączkowe stają się łagodniejsze. Kobiety doświadczają mniejszych skurczów i zmienności nastrojów.
• Zgaga powodowana przez chorobę refluksową przełyku staje się mniej dokuczliwa lub znika u większości ludzi. Osoby z zespołem jelita drażliwego mają na ogół mniejsze wzdęcia, a ich jelita rzadziej reagują w nieprzewidywalny sposób.
• Mniejszy ból stawów i mniej obrzęków. Najczęściej dotyczy to ograniczenia bólu i obrzęków stawów palców, dłoni i nadgarstków, ale także łokci i barków. Cofają się również tkliwość i opuchlizna goleni oraz kostek, a także obrzęki nóg.

Pesymiści powiedzą oczywiście, że takie niewymierne, subiektywne korzyści to masowa histeria, grupowy efekt placebo, powstający dlatego, że mam tak niewiarygodną siłę przekonywania, ale liczą się tylko nasze własne doznania oraz to, czego doświadczają nasze rodziny i przyjaciele. Cudowne jest to, że można decydować o tym samodzielnie – wystarczy wyeliminować wszystko, co zawiera pszenicę.

Nie ma tu leków na receptę, suplementów żywieniowych, spotkań, na które trzeba chodzić – jest tylko brak pszenicy. Wszelako pewien czynnik komplikuje sprawę, bo kiedy pozbawi się organizm wszystkiego, co pszenne, następuje… pszenny głód narkotyczny.

Usunięcie pszenicy z diety jest dla wielu ludzi wręcz przerażające.

Skoro gliadyna, białko zawarte we współczesnej pszenicy, działa jak opiat podobny do morfiny, to zatrzymanie jego dopływu może wywoływać głód narkotyczny. Poza alkoholem nie znam innego produktu spożywczego wywołującego prawdziwe uzależnienie – a mam tu na myśli uzależnienie fizyczne, a nie tylko intensywne pożądanie – i powiązane z nim objawy głodu narkotycznego. Z pewnością nie jest to żaden z produktów, którym dzielisz się z przyjaciółmi albo który dajemy swoim dzieciom.

Uzależniające właściwości pszenicy są zjawiskiem prawdziwym. Większość ludzi pozbawiona swojego narkotyku w ciągu kilku godzin zaczyna doświadczać nieprzyjemnych skutków jego odstawienia. Doznają oni przejmującego głodu, który sprawia, że są rozkojarzeni i roztrzęsieni. Czują nieprzyjemne przygnębienie z powodu braku pszenicy, odczuwają rozpacz, która skłania ich do pochłaniania zwietrzałych krakersów z pudełka kupionego przed rokiem, wyjadania przysmaków swoich dzieci albo warczenia na kelnerkę, kiedy czekają na jedzenie dłużej niż 5 minut. Jak przy wszystkich uzależnieniach, wszystko to znika i następuje ulga, przynajmniej na kilka godzin, kiedy pojawia się następna „działka” pszenicy.

A jeśli ta działka się nie pojawia? Co się dzieje, kiedy człowiek postanawia skończyć ze wszystkim, co pszenne, i celowo wywołuje pszenny głód narkotyczny? To oznacza, że wiele krótkoterminowych zjawisk związanych z tym głodem – zmęczenie, rozdygotanie, obniżony nastrój, łaknienie pszenicy i cukru – będzie trwać i pogarszać się z czasem.

Pszenny głód narkotyczny bardzo przypomina objawy odstawienia opiatów, takich jak morfina, oksykodon i heroina – jest tylko mniej dotkliwy. Skutki utrzymują się na ogół od 24 godzin do kilku dni, sporadycznie tygodni. Ale nie trwają wiecznie. Widziałem je u mężczyzn i kobiet (które, jak się wydaje, przechodzą pszenny głód narkotyczny gorzej niż mężczyźni), republikanów i demokratów, młodych i starych, nawet u dzieci. Zdarza się, że ustępują gwałtownie. Wiele osób opowiada o nagłym przypływie energii, poprawie nastroju i zaniku łaknienia. Spadek energii na początku eliminacji pszenicy wynika po części z opóźnionego przejścia przemiany materii z ciągłego napływu łatwo spalanych węglowodanów, takich jak pszenna amylopektyna A, na utlenianie tłuszczu oraz mobilizację jego zapasów. To przejście jest konieczne dla utraty wagi, która na ogół przebiega szybko i dotyczy głównie brzucha.

Typowe są również pewne zaburzenia w wypróżnianiu – jedni ludzie mają luźne stolce, inni doznają zaparć. To najprawdopodobniej skutek zmian we florze bakteryjnej jelit, wynikających z pozbawienia bakterii składników pszenicy – amylopektyny A, gliadyny i lektyn.

Nie każdy doświadcza pszennego głodu narkotycznego. Jest on udziałem 35–40 procent osób, które przestają spożywać produkty pszenne. Na szczęście, choć nie zamierzam umniejszać jego dotkliwości u niektórych ludzi, nie jest on aż tak traumatyczny, jak objawy odstawienia, na przykład, heroiny. Proces wycofania pszenicy, pomijając emocjonalne zamieszanie i fizyczne dolegliwości, jest nieszkodliwy. Jak dotąd nikogo nie zabił. Pomimo kiepskiego nastroju i emocjonalnych przeżyć większość ludzi stara się uśmiechać i znosić to wszystko, przyzwyczajając się do życia bez narkotyku, który wpływa na mózg i spowalnia aktywację utleniania tłuszczu.

Ponieważ proces odstawiania pszenicy jest nieprzyjemny, warto nie narażać się nań ponownie przez powrót do dawnych zwyczajów.

Stąd moje motto: Gdy już staniesz się bezpszenny, pozostań taki na zawsze.

Cudowny stan bezpszenności.

Dla wielu z nas życie bez pszenicy jest całkowicie odmienne od tego, jakie prowadziliśmy wcześniej. To czasami dramatyczna przemiana.

Bezpszenność oznacza jedzenie po to, żeby zaspokoić potrzeby organizmu, nie zaś poddawanie się perwersyjnym skutkom pobudzającej apetyt gliadyny. Oznacza radość, jaką daje jasność umysłu i zdolność do długotrwałej koncentracji, niezmąconej przez pszenicę. Sprawia, że człowiek jest smuklejszy, szczęśliwszy, rzadziej przeżywa ból, ma mniej wysypek, a jego jelita lepiej funkcjonują. Przynosi uwolnienie od groteskowych zaburzeń przemiany materii, które powstają u ludzi jedzących pszenicę. Pozwala cieszyć się wyraźną poprawą metabolizmu, objawiającą się niższym poziomem cukru we krwi, ograniczeniem stanów zapalnych, spadkiem poziomu trójglicerydów i poprawą mnóstwa innych parametrów zdrowotnych. Krótko mówiąc, życie ulega przemianie, kiedy człowiek żegna się z pszenicą i wkracza do Cudownego Stanu Bezpszennności.

Rozważmy dokładniej każdy z tych skutków.
Utrata wagi i magiczne kurczenie się pszennego brzucha. Co się dzieje, kiedy ogranicza się spożycie kalorii o 400 lub więcej dziennie, a głód się zmniejsza? Człowiek chudnie.
W licznych badaniach wykazano średnią utratę wagi rzędu 12 kg w ciągu pierwszych 6 miesięcy bezpszenności. Ja sam przyglądałem się temu zjawisku u osób, które pożegnały się z pobudzającym apetyt działaniem pszennej gliadyny (jedni ludzie chudli bardziej, inni mniej, ale średnio było to 12 kg w ciągu pierwszych 6 miesięcy). Utrata wagi przewyższa ilość pszennych kalorii, które nie zostały spożyte. Zbędne kilogramy znikają przede wszystkim z brzucha, obwód pasa maleje zazwyczaj o 5–8 cm podczas pierwszych 4 tygodni bez pszenicy. Choć powody takiego selektywnego, specyficznego zjawiska w rejonie talii nie są całkiem jasne, wynika ono, przynajmniej po części, z braku amylopektyny A, która wcześniej odpowiadała za przesadnie wysokie wzrosty poziomu cukru oraz insuliny, prowadzące do odkładania się tłuszczu trzewnego.
Uważam też, że jedną z głównych ról w tym ogromnym spadku obwodu talii odgrywa złagodzenie reakcji zapalnych w komórkach tłuszczu trzewnego na skutek usunięcia aglutyniny znajdującej się w kiełkach pszenicy i przywrócenia wrażliwości na leptynę. A zatem nadwaga to nie skutek jedzenia zbyt małej ilości „zdrowych produktów pełnoziarnistych”.
Niewykluczone, że nie wynika też ona z bycia osobą leniwą i żarłoczną, jak twierdzi wiele oficjalnych źródeł. Gdybym miał któregoś dnia zajrzeć do salonu któregoś z moich czytelników, to wątpię, żebym przyłapał go na kanapie przy oglądaniu powtórek starych seriali, z torebką chipsów i litrową butelką coca-coli pod ręką. Prawdę mówiąc, nie byłbym zdziwiony, gdybym zobaczył go na ruchomej bieżni albo rowerze treningowym podczas gorączkowych prób zrzucenia zbędnych kilogramów.
Wiele osób ma nadwagę dlatego, że udzielono im złej rady – takiej, której przestrzeganie właściwie prowadzi do tycia. Trzeba tę radę odrzucić, zrezygnować z gliadyny i amylopektyny A, które pobudzają apetyt, a utrata wagi zacznie wreszcie być zauważalna.
Niemniej jednak, pomimo całej potęgi, jaka tkwi w eliminacji pszenicy, nie mogę nikomu obiecać, że utraci wszystkie zbędne kilogramy, jeżeli wyeliminuje to, co pszenne, ale będzie nadal jeść słodycze, pić słodzone napoje albo spożywać „zdrowsze” zamienniki tych produktów, wywołujące taki sam wzrost insuliny jak one.
Trzeba dodać do tego fakt, że większość dorosłych cierpi dziś na cukrzycę bądź stany przedcukrzycowe (mogąc nawet o tym nie wiedzieć), co oznacza, że wykazują oporność na insulinę, mają zaburzoną sygnalizację leptynową i nie są w stanie prawidłowo metabolizować węglowodanów.
Jeżeli naszym celem jest utrata wagi i uniknięcie cukrzycy lub stanu przedcukrzycowego, osiągniemy sukces szybciej, jeśli ograniczymy wszelkie węglowodany.

Bibliografia:
1. http://grubakaska.pl/swiat-bez-pszenicy/
2. Własne doświadczenie i obserwacje.

Projekt i wykonanie:
Copyright © Promedica Monika Konat